Leżę pod kołdrą. Dochodzi piąta. Nie wiem ile dni minęło, odkąd tu jestem. Nie mam poczucia czasu. Wszystko biegnie, leci dalej. A ja po prostu trwam. Przynajmniej staram się trwać. Bo muszę.
Kładę dłonie na swoim brzuchu, nadal jest płaski. Wiem jednak, że długo to już nie potrwa. Wszystko się zmieni, zapewne z dnia na dzień.
Eve wstała, krząta się po mieszkaniu, trzaska drzwiami, biega z pomieszczenia do pomieszczenia. Pewnie sprząta. Albo szykuje się do pracy. I mnie zostawi. Samą. A ja nie chcę być sama. Boję się tego.
- Aggy, Aggy, co się dzieje? - Pyta, wchodząc do pokoju.
Widzi mnie, skuloną w kącie. Ze łzami w oczach.
- Nie, nic... - Szepczę, nie chcę drążyć tematu. Nie chcę nic mówić.
- Agyness, Kochana. Nie płacz. Przyszłam Ci tylko powiedzieć, że idę do piekarni. O szóstej dowożą świeże pieczywo. Chcę trafić na gorący chleb. - Mówiła, głaszcząc mnie po głowie. Oparłam policzek na jej ramieniu.
- Mogę iść z Tobą? - Pytam. Chyba właśnie tego potrzebuję. Wyjść na świeże powietrze, przejść się z nią.
Lekko się uśmiecha, pomagając mi wstać. Ubieram na siebie rzeczy, które mam akurat pod ręką i wychodzimy.
Pędzimy ulicami, które budzą się do życia. Ludzie jadą do pracy, stoją w korkach, wściekają się na wszystko. Energicznie gestykulują rękoma, rozmawiając przez swoje telefony komórkowe. Ich usta wykrzywiają grymasy. Najzwyczajniej w świecie mnie to bawi. Ich zachowania. Przypominają mi o tym, jaki ten świat jest bezbarwny. Każdy w pewnym sensie, jest taki sam. Tylko nieliczni odstają od reszty.
~*~
- Jeszcze raz, od początku. Nie przekrzykujcie się. Jaki list? Proszę, podajcie mi go. - Mówiła Cara, siedząc w moim mieszkaniu, w którym tymczasowo pomieszkiwał nie tylko ten cały Nate, ale też ona z Gerardem. Wszyscy chcieli rozwiązać tę sprawę. Dotrzeć do sedna.
Przesuwała wzrokiem po małych, zgrabnych literkach, zapisanych na kartce, z pewnością wyrwanej z pamiętnika. Skupiając się zagryzała dolną wargę.
- Jon? Może jednak coś wiesz? Przecież ostatnio to ty miałeś ją najdłużej. To z tobą spędzała najwięcej czasu. Wspominała, do kogo może uciec? Wspominała o jakiś znajomych? Przypominaj sobie, to ważne, wszyscy się o nią martwimy.
- Nie wiem. Słuchajcie, ja idę spać. Mam was dość. - Westchnąłem, kierując się do sypialni. Usiadłem na łóżku i chwyciłem w dłonie kawałek papieru. List, dedykowany tylko do mnie. List, który dostałem, gdy była jeszcze we Frankfurcie:
Wiesz, lubię wspominać. Od czasu do czasu. Wieczorami, gdy leżę w łóżku, z kubkiem gorącej herbaty.
Właściwie nie wiem po co to robię, po co wracam. Przeszłość powinno się zostawiać daleko za sobą. A ja tak nie potrafię.
Co z tego, że na co dzień prowadzę normalne życie, co z tego, że pojawił się ktoś nowy. On dla mnie nigdy nie będzie tak ważny. Bo nie jest Tobą.
Nauczyłeś mnie kochać, pokazałeś, że uczucia można wypuścić na zewnątrz. Dałeś mi powody do tego, bym zaufała. I byłeś. Byłeś zawsze, gdy tego potrzebowałam.
Czas jednak sprawił, że oddaliliśmy się od siebie. Każdy z nas wydoroślał, dojrzał do wszystkiego. Zmienił się na swój sposób. Na lepsze i gorsze.
Powrót do tamtych czasów, chociażby w myślach, jest rzeczą nadzwyczaj przyjemną. Wtedy jeszcze miałam Ciebie. Wtedy miałam wszystko, na czym mi zależało. Oddałabym wszystko, za kilka identycznych momentów.
Kocham Cię, Jon.
Aggy.
Czuję łzy nabiegające do oczu. Przeżywam to. Bardziej niż oni. Znałem ją, jak nikt inny. Może nigdy nie była do końca prawdziwa, ale kiedyś wspomniała, że boi się tej prawdziwości. Boi się, że przez nią ją odrzucę.
A mi zależało na tej prawdziwej Agyness. Bez kłamstwa, bez sztuczności. Chciałbym móc ją poznać, taką jaka jest. Chciałbym się dowiedzieć, jak dużo przede mną skrywała. Jak wiele uczuć nie wypuszczała na zewnątrz.
Oddałbym wiele, za to, by była moja. A ja jej. Bo to jest właśnie miłość.
I teraz nie ma, nie ma mojej Maleńkiej Dziewczynki. Zniknęła bez śladu. Uciekła. Bo inaczej sobie nie umie radzić z problemami.
Czy wybór jednego z nas był aby na pewno powodem jej zniknięcia? A może coś jeszcze?
Nie znoszę tego uczucia, tej walki z myślami. To zbyt wiele.
Kładę się na materacu, zamykam oczy.
Co ona ukrywa?
~*~
- Muszę im jakoś powiedzieć, o mojej ciąży. - Mruczę w kierunku Eve, która robi śniadanie.
- Musisz?
- Tak, muszę. Ale nie będę pisać, nie po raz kolejny. Po prostu dam sobie trochę czasu, a potem tam pojadę. Do nich. I im powiem. W cztery oczy. Należy im się odrobina prawdy.
- Jesteś na sto procent pewna? - Dopytuje.
- Tak, jestem. - Potwierdzam, łapiąc kanapkę. - Przez to wszystko straciłam kontrolę nad swoim życiem. Może odrobina szczerości pozwoli mi ją odzyskać. - Dodaję.
"Confusion in her eyes that says it all - she's lost control"
OdpowiedzUsuńNie wiem co napisać, oprócz tego, że akcja dzieje się tak wolno a jednocześnie... Szybko.