Czytasz? Skomentuj! Ręce Ci od tego nie odpadną, a ja będę wiedzieć, co mam poprawić. ;3

środa, 23 stycznia 2013

Let's get this party started.


  Wybaczcie, że muszę porozumiewać się z wami w ten sposób, ale chyba inaczej nie da rady.
  Gdy będziecie czytać ten list ja już z pewnością będę w drodze. Z dala od tego wszystkiego. Z dala od konieczności wyboru, od waszych zachowań - one wcale mi nie odpowiadają. Każdy z was chce wywrzeć na mnie jak najlepsze wrażenie, chce pokazać, że jest lepszy od drugiego. I gdy tak robicie, zauważam, że oboje jesteście na pewien sposób beznadziejni, że zależy wam tylko na jednym. A ja oczekuję więcej. 
  Tak wiele się ostatnio wydarzyło, ale nadzieja na lepsze jutro nadal we mnie drzemie. Potrzeba mi czasu, potrzeba mi samotności.
  Nie szukajcie mnie, nie znajdziecie.
  Wiecie, że was kocham. Jednego bardziej, drugiego miej. Tak czy tak, to na razie zostanie moją małą, słodką tajemnicą.
                                                                   Aggy.


  - Agyness? - Spytała zaskoczona Eve, otwierając szerzej drzwi od swojego domu. Uśmiechnęłam się do niej niewyraźnie, powoli wchodząc do małego mieszkania na przedmieściach Paryża.
  Rzuciłam na posadzkę torbę. Zmęczona oparłam się o ścianę.
  Pociągnęła mnie za rękę, w głąb, aż do salonu, gdzie chętnie opadłam na fotel.
  - Co się dzieje? - Dociekliwa bestia z niej, nie ma co.
  Zakładam nogę na nogę, podpieram policzek na swojej dłoni, skubię dolną wargę. Przez chwilę się zastanawiam - co też takiego mogę jej powiedzieć?
  - No więc... - Zaczynam niepewnie, z widoczną niechęcią. - ...Nie wiem co powinnam powiedzieć. Trochę się ostatnio wydarzyło. Najpierw Jon, potem ten wyjazd, potem jeszcze Nate. I potem znów Jon. I Cara mnie męczy. I Gee. A potem jeszcze tamto ii... - Jęczę.
  Kręci głową, nic nie rozumiejąc.
  - Od początku, Mała, mamy czas. - Szepcze.
  A więc zaczynam, o zerwaniu, ucieczce, poznaniu drugiego faceta, który zawrócił mi w głowie. O pamiętniku, który czytał Gerard. I o nocach z Nathanielem. I o powrocie. I o akcji w klubie. O wszystkim.
  Słucha, wyraźnie zaciekawiona. Nogi trzyma po turecku, rozwalona na kanapie, pod ciepłym, puchatym kocem.
  Gdy kończę mówić na dworze słońce chyli się ku zachodowi. Dużo czasu zeszło na to wszystko. Na wyjaśnienia.
  - Najgorsze jednak jest to, że jestem w ciąży. - Mruczę niechętnie, chowając zmęczoną twarz w dłoniach. Zaczynam drżeć.
  - O kurwa. - Wiem, że jest zdziwiona. Podchodzi, unosi moją twarz ku górze, przygląda się jej z każdej strony. A twarz mam chudą, z wyraźnie wystającymi kośćmi policzkowymi. Schudłam. Ostatnimi czasy dużo schudłam. Na moich wargach pojawia się smutny uśmiech.
  - To już drugi tydzień. Nie wiem co mam zrobić.
  - Może najpierw ustal ojca.
  - Wiem kto jest ojcem, tylko z Nathanielem robiliśmy to bez. A Jon zawsze sprawdza, czy nie pękła. - Odpowiadam, wstając. - Wyjdźmy gdzieś, chcę odreagować. Chodźmy na miasto. Nie wypiję nic, spokojnie. Po prostu, pierwszy raz od nie wiem jak długiego czasu mam ochotę pobyć z ludźmi. - Rusza za mną do sypialni. Zaglądam do swojej torby, biorę spodnie w paski, prześwitującą koszulę, z rozcięciem na rękawach, od ramion, aż po mankiety. Narzucam ramoneskę, na stopy wciągam martensy. Nie jest najgorzej.
  Eve rozczesuje moje jasne włosy, które pasmami opadają na plecy. Sama w tym czasie przesuwam po powiece czarnym eye-linerem, a usta muskam czerwoną szminką.
  Gdy i ona doprowadza już siebie do ładu opuszczamy mieszkanie.
  - Na pewno chcesz się zabawić?
  - O tak, zacznijmy tę imprezę! - Krzyczę, ciągnąc ją za rękę biegnąc przez ulicę, aż do najbliższej stacji metra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz